Jesteś tutaj:
Marcin Pazurek - "Robotnik Śląski"Związkowe rozdroża - rozmowa z prof. Juliuszem Gardawskim (cz.2.)
Ciąg dalszy wywiadu z prof. Juliuszem Gardawskim, socjologiemZwiązkowe rozdroża (cz.2)
Jak respektowane są przepisy Kodeksu Pracy w małych przedsiębiorstwach prywatnych?
Podam przykład przedsiębiorcy prywatnego, którego firmę produkującą galanterię metalową badałem niedawno. Zatrudnia oficjalnie osiem osób lecz gdy zwiększa się popyt może dodatkowo zatrudnić do pięćdziesięciu osób. Firma znajduje się około stu kilometrów od Warszawy, otoczona jest niszą rezerwowej armii pracy: kobiety, emeryci, osoby bezrobotne - wszyscy ci, którzy na co dzień nie pracują lecz w każdej chwili gotowi są podjąć pracę dorywczą. Nie są oni przyjmowani do pracy oficjalnie, pracują wyłącznie "na czarno", ich praca nie jest więc opodatkowana. Łatwość zatrudniania "na czarno" jest dobrym wskaźnikiem nikłego wpływu Kodeksu Pracy na realne stosunki pracy w Polsce.
Z drugiej strony łatwe i powszechne łamanie Kodeksu Pracy obniża i tak niewielki szacunek dla prawa a to jest zjawisko społecznie niebezpieczne. Trzeba pamiętać, że skala omijania prawa jest bardzo duża. Jak mi powiedział jeden z prywatnych przedsiębiorców -"przychodzi do mnie inspektor - zdaje sobie sprawę, że mógłby mi zamknąć zakład ale wtedy ludzie straciliby pracę. Doskonale wie, że nie wszyscy pracownicy są legalnie, ja wiem, że on musi przyjść i znaleźć jakiś drobiazg, za który zapłacę karę, ponadto dam ile trzeba, ale przymknie oko na nieformalności. Ale proszę pana gdyby on był naprawdę skrupulatnym kontrolerem to załatwiłby tu całą okolice, w ciągu jednego dnia przejechałby się po tych zakładach i je zamknął."
- Podsumowując naszą rozmowę o uelastycznianiu rynku pracy, nasuwa się pointa: pracodawcy chcą mniej płacić i łatwiej zwalniać.
Oczywiście, tego chcą i to jest naturalne. Sytuacja może być groźna, gdy nie znajdą oni po stronie pracowniczej żadnej instytucji równoważącej ich wpływy i możliwości. Podobnie zresztą nie byłoby dobrze, gdyby pracownicy i ich organizacje zdobyły pełną dominację w sferze stosunków pracy. Wracając do preferencji pracodawców trzeba odpowiedzieć na pytanie, jaki ma być efekt uelastycznienia rynku pracy i jak daleko ma być ono posunięte. Jeżeli z realizacją postulatów pracodawców będzie się wiązał technologiczny i organizacyjny rozwój polskiej gospodarki, zwiększenie jej produktywności, efektywności to być może deregulacja rynku pracy i zwiększenie kosztów płaconych przez klasę pracowniczą byłoby korzystne w dłuższym okresie czasu. To jest jednak problem praktyczny, wymagający dobrego zmierzenia, odpowiednich symulacji itd. Jakie jest to trudne, świadczy amnezja SLD, który głosił w trakcie kampanii wyborczej hasło popierane przez znaczną część polskich prywatnych przedsiębiorców: dochody przeznaczane na konsumpcję należy opodatkować wyżej, może nawet restrykcyjnie, natomiast dochody przeznaczone na inwestycje, zwłaszcza zwiększające zatrudnienie, trzeba opodatkować niżej, wprowadzić system ulg. Zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo trudne do przeprowadzenia, zwłaszcza ze względu na łatwość znalezienia luk w takich regulacjach. Jednak można było, moim zdaniem, próbować szukać odpowiednich rozwiązań a o ile wiem takich prób nie podjęto. Obecnie możemy mieć do czynienia z sytuacją, która w uproszczeniu da się następująco opisać.. Przedsiębiorcy otrzymają możliwości obniżenia kosztów pracy i związanego z tym zwiększenia wyzysku pracowników, lecz uzyskanych w ten sposób środków nie przeznaczą na rozwój, gdyż popyt wewnętrzny jest niski, nie ma dla kogo produkować. W takiej sytuacji te zmiany kodeksu pracy, które miałyby pozwolić na łatwe zwalnianie pracowników bez dawania im odszkodowań byłyby, jak sądzę, niemoralne, byłoby to przerzucanie największych kosztów recesji na tych, którzy są na końcu specyficznego gospodarczego "łańcucha pokarmowego". Ktoś musi ponieść koszty "odchudzania" firm, ale jeżeli miałby one spaść tylko na barki pracowników to w takim przypadku związki zawodowe miałyby rację sprzeciwiając się próbom uelastycznienia w tym punkcie prawa pracy. Chcę jednak zastrzec, że w Kodeksie Pracy są przepisy nieżyciowe. Prawdą też jest, iż część z nich została przykrojona na miarę dużych przedsiębiorstw. Problem w tym, żeby dwie lub trzy strony - pracodawców, pracowników i rządowa - zaczęły poważnie dyskutować o kodeksie i żeby jednocześnie brały pod uwagę dwie naczelne preferencje: konkurencyjność i zyskowność polskiej gospodarki oraz interesy klasy pracowniczej - głównego nabywcy towarów produkowanych przez tę gospodarkę.
- Dlaczego młodzi pracownicy odwrócili się od związków zawodowych?
To jest dylemat związków, jakie podejmować działania, aby pozyskać nowych członków i nie tracić dotychczasowych. Czy mają przede wszystkim służyć pracownikom usługami i jakimi? Czy mają w pierwszym rzędzie prowadzić energiczną akcję pozyskiwania nowych członków? Jakie są w tym względzie oczekiwania młodzieży? Z badań, które zrobiliśmy wśród pracowników wynika, iż mają oni dużo pretensji do swojej reprezentacji związkowej, twierdzą, że jest słaba, niedostatecznie broni ich praw. Nie żądają też aby związki miały większe wpływy na działanie przedsiębiorstw niż mają obecnie. Natomiast na pytanie, czy związki zawodowe powinny mieć wpływ na losy kraju odpowiedź większości badanych jest pozytywna.
Oczekuje się instytucji, która udowodni, że umie dbać o klasę pracowniczą, widzi się tu miejsce dla związków, chociaż uważa się, że aktualnie nie wypełniają dobrze swej roli. To powoduje, że następuje stosunkowo łatwo ich erozja i marginalizacja. Sądzę, że gdyby miały większy autorytet, pracownicy nie godziliby się tak łatwo na ich zanikanie w sektorze przedsiębiorstw prywatyzowanych. Proszę pamiętać, że gdy w Unii Europejskiej do związków należy 30% pracowników najemnych, u nas już tylko 18%. Wraz z procesem prywatyzacji szybko zanikają związki, łatwo więc przewidzieć, że niedługo wskaźnik uzwiązkowienia może spaść do 9 czy 6%. Na pytanie: Jak odwrócić tą tendencję? Jak przyciągnąć młodzież? Nie potrafię dać odpowiedzi. Mogę jedynie spekulować, że związki skłócone, nastawione "fundamentalistycznie", walczące a nie współpracujące, nie umiejące wspólnie negocjować z innymi aktorami społecznymi, nie dbające o swój obraz w mediach nie będą przyciągać pracowników. Jak jednak osiągnąć pożądany stan ruchu związkowego, trudno byłoby mi powiedzieć.
Z badań, które były prowadzone w zespole prof. Leszka Gilejki, a także przez prof. Włodzimierza Pańkowa i przez mnie wynika, że związki są, mimo wszystkich zastrzeżeń, traktowane przez pracowników jako instytucja potrzebna, co więcej, na organizacyjnej pustyni, jaką jest nasz kraj, uczestnictwo w związkach jest deklarowane częściej, niż w jakiejkolwiek innej organizacji. Związki mogłyby mocno zamanifestować swa społeczna rolę w trakcie debaty dotyczącej społecznych kosztów recesji, o których mówiliśmy przed chwilą. Jeżeli związki zawodowe, które zrezygnowały z bezpośredniego udziału w polityce, nie będą umiały podjąć wspólnie odpowiedzialnej, szukającej kompromisów roli w Komisji Trójstronnej, nie doprowadzą do tego, by pozostali partnerzy liczyli się z nimi, to trudno im będzie powstrzymać tendencję spadkową. Kiedy biorę pod uwagę ile kosztowało trudu, żeby w hutnictwie zwołać liderów wszystkich związków, posadzić i doprowadzić do tego żeby zaczęli rozmawiać ze sobą i z pracodawcami, mam mieszane uczucia. Z jednej strony doświadczenie to wskazuje, że stworzenie klimatu pewnego zaufania i dojście do kompromisu jest możliwe. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę czas, jaki w naszych warunkach jest potrzebny dla osiągnięcia takiego kompromisu, moja wiara w szanse jego osiągnięcia w Komisji Trójstronnej maleje. A uważam, że obecnie sukces tej komisji, przekonania pracowników do jej skuteczności - chociażby cząstkowej - jest warunkiem utrzymania prestiżu społecznego i przyciągnięcia nowych ludzi do związków zawodowych. Nie wierzę, by w aktualnej sytuacji polskiej gospodarki podjęcie akcji strajkowych mogło przynieść korzyści klasie pracowniczej i wzmocnić pozycję związków zawodowych.
- W jaki sposób związki zawodowe powinny próbować zaistnieć w sektorze prywatnym?
Zacznijmy od tego, że związki zawodowe w wielu średnich i dużych firmach prywatnych są potrzebne. Są takie zakłady, w których stworzono kulturę organizacji i mechanizmy reprezentacji interesu pracowniczego powodujące, że nie ma miejsca dla związków. W Polsce jest to jednak margines. W dużych przedsiębiorstwach handlowych i produkcyjnych wykorzystuje się pracę prostą, zatrudnia liczne załogi a ponadto stosunki pracy nie zawsze są cywilizowane. Powstają więc warunki dla działania związków. Pojawiają się jednak bariery - pracodawcy starają się nie dopuścić do powstania związków, brak także liderów związkowych. Na marginesie dodam, że najlepszymi związkowcami w Polsce okazali się ci, którzy przez wiele lat byli w samorządzie pracowniczym, musieli brać udział w podejmowaniu decyzji, często jeździli do innych zakładów, niekiedy za granicę, zgromadzili sporo wiedzy. Najgorsza sytuacja pojawia się, kiedy na fali niechęci liderem staje się demagog, który znajduje okazję żeby "nie zasuwać przy maszynie", a dodatkowo mieć ochronę.
Z kolei mali i średni prywatni przedsiębiorcy, mimo że są niechętni związkom zawodowym, odczuwają potrzebę posiadania jakiejś instytucji zapewniającej stały kontakt z załogą, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. W pierwszym okresie, kiedy przedsiębiorca zakłada firmę, wydaje mu się, że załoga, którą sam dobiera, jest jak plastelina i można ją modelować. Kiedy kończy się koniunktura i pojawiają się problemy ta plastelina zaczyna stawiać opór. Pojawiają się napięcia i dla dobrego rozeznania w sytuacji nie wystarcza donosiciel. Większość badanych przez nas pracodawców - ponad 65% mówiło, że chcieliby mieć w firmie męża zaufania załogi, kogoś, kto będzie reprezentował pracowników wobec nich. Stawiają jeden warunek to nie może być związkowiec. Dlaczego? "Związki wprowadzają politykę, związki mieszają" - podczas rozmów na ten temat przywoływano często negatywny stereotyp związków. Ta sytuacja to poważne wyzwanie dla związków.
W Europie regułą są instytucje reprezentacji pracowników w przedsiębiorstwie, zapisane ustawowo. We Francji, jeżeli firma prywatna zatrudnia powyżej 10 pracowników, musi mieć wybieralnego delegata załogi. U nas niczego takiego rozwiązania nie ma. Dzisiaj większość pracowników pracuje w firmach, w których nie ma żadnej formy reprezentacji. Większość związków obawiała się i chyba nadal obawia powołania instytucji męża zaufania czy delegata załogi. Liderzy sądzili, że przez to stracą pozycję lub że taki delegat łatwo zostanie skorumpowany przez właściciela. Tymczasem pozycję i tak utraciły, a gdyby same ją promowały, mogłyby mieć wpływ na edukację tych delegatów, stworzyć dla nich zaplecze konsultacyjne i przede wszystkim - pomoc klasie pracowniczej. Jeżeli związki podejmą takie działania, czekać nas dużo drobnych kroków, cząstkowej aktywności, ustępowania, kompromisów, dogadywania się między liderami związków. Znając nikłą kulturę dialogu, nie za bardzo wierzę w podjęcie przez wszystkie związki takiej długofalowej akcji na rzecz cywilizowania stosunków pracy, ale mam nadzieję, że mój sceptycyzm okaże się niesłuszny. Dbanie o reprezentację pracownicza w mikroskali nie powinno jednak przesłonić zadania, które uważam za najważniejsze. Związki powinny racjonalnie bronić klasy pracowniczej, pamiętając, że egzystencjalnym interesem ludzi pracy jest to, żeby - mówiąc tautologicznie - była ta praca, żeby gospodarka była konkurencyjna.
Czy nie uważa pan, iż jedną z przeszkód na drodze do odnowy związków jest ich nieprzystająca do dzisiejszej sytuacji struktura?
To jest poważny problem. Związki zawodowe miały i mają różnorodne struktury, są różnie uwikłane w politykę, są nastawione kooperacyjnie lub konfrontacyjnie, są lepiej lub gorzej zsynchronizowane ze strukturami gospodarczymi. Struktura naszych związków nie zawsze jest optymalna. Dany związek zaczyna niekiedy zastygać w swoich oligarchicznych strukturach. Dotyczy to w większym stopniu OPZZ w nieco mniejszym "Solidarności". Pojawiają się interesy aparatu związkowego, zastygłe struktury nie poddają się modyfikacjom. Są jednak przykłady pozytywne jak "Konfederacja Pracy", która sensownie działa w wielu obszarach, nawet ryzykując wchodzenie na pola zajęte już przez inne struktury związkowe.
Jak już wspomniałem w dzisiejszej sytuacji związki zawodowe mają większe szanse uchronienia w skali raczej makro niż makro. W skali makro są też równie potrzebne, jak w przedsiębiorstwie. Chciałbym zobaczyć w telewizji pogodzonych: ministra pracy obok przewodniczących głównych central związkowych i konfederacji pracodawców, przyjmujących kompromisowy pakt dla Polski, godzących się na odpowiedni udział wszystkich stron w społecznych kosztach recesji. Wiem że jest obraz oczekiwany społecznie, który pomógłby odbudować pozycję związków zawodowych. Ważną rolę musiałyby podjąć środki masowego przekazu. W wielu krajach europejskich związki zawodowe otoczone są osłoną politycznej poprawności, zdobyły sobie w mediach taką pozycję, która pozwala na działanie w klimacie przychylności. Traktowane są jako ważna, przydatna instytucja. Szkoda, ze w naszych mediach panuje raczej nieprzychylna pogoda dla związków.
Rozmawiał: Marcin Pazurek
2002-05-10

![[Jak założyć związek zawodowy]](i/panel_jak-zalozyc-zwiazek.png)
![[Prawo pracy]](i/panel_prawo-pracy.png)
