Jesteś tutaj:
Jakub Grzegorczyk, za: www.lewicowa.prv.pl, internetowa strona Lewicowej Alternatywy"Enrongate" - model wzorcowy
Pomimo, że polskie media przestały interesować się sprawą kontrowersyjnego upadku amerykańskiego koncernu Enron, w Stanach Zjednoczonych debata trwa cały czas. 6 maja zajmujący się śledztwem federalni urzędnicy opublikowali dokumenty, które bez wątpienia dowodzą, że Enron ponosi w dużej mierze odpowiedzialność za kalifornijski kryzys energetyczny z ubiegłego roku. Ponadto cały czas wychodzą na jaw szczegóły dotyczące powiązań teksańskiego giganta energetycznego z Białym Domem.Przy okazji ogłoszenia gigantycznych długów Enronu (40 miliardów dolarów) 2 grudnia ubiegłego roku okazało się, że ten ogromny koncern energetyczny ma na sumieniu nie tylko fałszerstwo dokumentów (zapisywanie długów w tabeli subsydiów, w czym chętnie pomagał audytor – obecnie również bankrut - Artur Andersen Corporation), dzięki któremu skutecznie odwlekano ogłoszenie bankructwa, ale całą listę innych grzechów. Wyszły na jaw m.in.: permanentne przekupstwa, łamanie standardów ekologicznych, zbijanie majątku na interesach z fikcyjnymi (bądź rzeczywistymi) firmami, prowadzonymi przez członków zarządu i wreszcie afera z funduszami emerytalnymi pracowników (zostały one uzależnione od akcji firmy, a w momencie kryzysowym, kiedy członkowie zarządu masowo je sprzedawali, zastrzeżono je dla pracowników, co uniemożliwiło pozbycie się ich).
Wszystkie te fakty wywołały burzę w zachodnich mediach – dyskusja dotknęła nie tylko tematyki czysto ekonomicznej (potrzeby zreformowania zasad audytu i sprawozdań giełdowych), ale stała się pretekstem do krytyki obowiązującego w USA systemu społeczno-politycznego (m.in. wpływów biznesu na politykę). Tym samym, po raz drugi od czasu kryzysu "Azjatyckich Tygrysów", zaczęto poważniej zastanawiać się nad funkcjonalnością obowiązującego dotąd modelu społeczno – polityczno – gospodarczego, zwanego "wolnorynkowym" lub "neoliberalnym" kapitalizmem. Nawet w Polsce "Polityka", co prawda bardzo dyplomatycznie, stwierdziła, że Kenneth Lay (dyrektor) i spółka pokazali "bardzo brzydkie oblicze kapitalizmu".
Cała afera wokół upadku Enronu była jakby żywcem wyjęta z prognoz antyglobalistów. Do tej pory mało kto zaprzątał sobie głowę negatywnymi skutkami przeorientowania działalności gospodarczej tylko na pomnażanie zysków. Niewielu też wierzyło, że amerykański cud gospodarczy ma więcej wspólnego z XVIII-o wiecznym merkantylizmem niż wolnorynkowym modelem Adama Smitha. Termin "neokolonializm" uważano za relikt propagandy ZSRR...itd. Krótko mówiąc, obowiązywało ślepe naśladownictwo reform duetu Thacher – Reagan, cytowanie fragmentów dzieł neoklasycznych ekonomistów i entuzjastyczne podejście do zjawiska globalizacji. Afera Enronu skumulowała wszystkie wątpliwości, dotychczas zbywane uśmiechem politowania. Zaczęła się poważniejsza dyskusja – przynajmniej w zachodnich tygodnikach, które dotychczas wysławiały pod niebiosa panujący ład. Teraz możemy się w nich natknąć np. na artykuł kwestionujący "głosowanie dolarami".
Niezależnie od tego polskie media ograniczyły się do bardzo powściągliwych tez, jak ta cytowana powyżej i, poza kilkoma artykułami w "Polityce" i "Bussines Week’u"*, szum opadł w połowie lutego. Tymczasem afera trwa i zakreśla coraz szersze kręgi – 6 maja ujawniono dokumenty Enronu, opisujące strategie, dzięki którym firma dorobiła się majątku podczas kryzysu w Kaliforni w ub. r. Inną nowalijką jest ujawnienie ogromnych dotacji, jakie koncern otrzymywał od różnych instytucji federalnych na realizowanie swoich projektów w innych krajach (głównie w Ameryce Łacińskiej), oraz skali na jaką polityka gabinetu Georga Busha juniora była uzależniona od teksańskiego lobby. Warto więc prześledzić niektóre fakty, które ostatnio wyszły na jaw, chociażby po to, żeby móc dać odpowiedź na pytanie w jakim stopniu Enron podważył pewne powszechnie obowiązujące mity.
"Gwiazda śmierci" i "rykoszet", czyli jak można zbić fortunę na kryzysie.
W dokumentach odnośnie kalifornijskiego kryzysu energetycznego najważniejsze są sposoby manipulowania rynkiem. Jak się okazało, zapewnienia neoliberalnych ekonomistów o zbawiennym wpływie prywatyzacji usług komunalnych są wyssane z palca. Zamiast poprawienia jakości usług, spadku cen i kontroli "niewidzialnej ręki rynku" obywatele stanu Kalifornia musieli płacić coraz więcej i przyzwyczaić się do niepodzielnej władzy Enronu, który opanował większą cześć rynku. Poprawa jakości też była wątpliwa - Enron nie tylko wzmacniał efekty kryzysu poprzez zarządzanie zupełnie zbędnych przerw w dostawach energii (co wyśrubowało ceny energii elektrycznej do niebotycznych rozmiarów), ale także oszukiwał władze stanu, każąc im płacić za dostawy, których nie było.
Strategie korzystania z kryzysu zostały nazwane "gwiazda śmierci" i "rykoszet". Ta pierwsza polegała na odbieraniu pieniędzy za niezrealizowane usługi (najczęściej chodziło o "odblokowanie" korków poprzez przywrócenie sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniach). Z kolei druga pozwalała na unikniecie maksymalnych limitów cen, poprzez transportowanie energii poza stan i z powrotem. Doliczyć do tego trzeba transakcje między Enronem a spółkami tworzonymi przez jego zarząd (fortune zbił na nich ówczesny dyrektor jednego z oddziałów firmy, a obecnie Sekretarz Armii Thomas White), wspomniane powyżej wzmacnianie efektów kryzysu, oraz ekstra opłaty, jakie płacili obywatele Kaliforni za awaryjne dostawy energii.
Zestawienie fortuny, jaka zbił Enron na kryzysie i kosztów społecznych dowodzi to, że tak ostatnio niepopularny sceptycyzm odnośnie prywatyzacji usług komunalnych był jak najbardziej uzasadniony.
Boliwijski eksperyment.
Kryzys kalifornijski w dużym stopniu poważył twierdzenie o "zbawiennym wpływie" prywatyzacji usług publicznych. Jak się jednak okazuje, przypadek Enronu udowadnia także kolejna tezę "sceptyków globalizacji" – twierdzenie o fatalnym wpływie, jaki wywiera ekspansja zachodnich multikorporacji na tzw. "kraje rozwijające się". W założeniach ma ona spowodować rozwój gospodarczy, rzadko jednak przywołuje się jej pozagospodarcze efekty. Enron – wzorcowy przykład "agresywnej ekspansji" zachodnich firm jest uwikłany m.in. w budowę gazociągu, transportującego gaz z boliwijskich złóż w Santa Cruz do elektrowni w Brazylii. Na początku warto by prześledzić ekologiczne konsekwencje tej inwestycji.
Las Chiquitano w Boliwii został zaliczony przez Bank Światowy (sic!) do jednego z dwóch najwartościowszych lasów Ameryki Południowej, jest on siedliskiem wielu zagrożonych gatunków zwierząt oraz jednym z niewielu tak dobrze zachowanych dziewiczych miejsc na naszej planecie.
Wszystkie te zalety niewiele jednak znaczyły wobec projektu Enronu, który postanowił wraz z oddziałem Shell’a i boliwijskimi współinwestorami przeprowadzić przez niego gazociąg. Co gorsza, trasa gazociągu została wyznaczona tak jak w carskiej Rosji projektowano koleje – połączono linią prostą dwa punkty na mapie, co oznaczało prowadzenie budowy przez środek lasu. Efekty nie dały na siebie długo czekać – poza katastrofalnymi skutkami wyrębu drzew pod teren budowy, gwałtownie rozbudowano infrastrukturę, która umożliwiła rozwój kłusownictwa, nielegalnego karczowania lasu, oraz odbudowanie opuszczonej kopalni złota. Jednym słowem – ekologiczna katastrofa. Zaprotestowali oczywiście ekolodzy – m.in. WWF. Enron jednak tłumaczył, że musi utrzymać "konkurencyjne koszty". Jak się później okazało, "konkurencyjne" koszty znacznie się zwiększyły, właśnie na skutek problemów ze środowiskiem naturalnym. ]
Pomimo nacisku różnych organizacji ekologicznych i niechętnego stosunku amerykańskich polityków, Enronowi udało się obejść ekologiczne standardy – firma wynegocjowała 200 mln. dolarów od OPIC (Overseas Private Investment Corp.) – federalnej agencji zajmującej się udzielaniem pożyczek. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że OPIC był zobowiązany do brania pod uwagę norm z zakresu ochrony środowiska. W 1997 Bill Clinton podczas zgromadzenia ogólnego ONZ zakazał amerykańskim agencjom pożyczkowym (w tym OPIC) wspierania inwestycji "w podstawowych lasach tropikalnych i innych delikatnych z ekologicznego punktu widzenia regionach". Jednak OPIC szybko zmienił definicję z "podstawowych lasów" na "względnie nietknięte lasy, które nie zostały zasadniczo zmodyfikowane przez ludzka działalność, w ciągu ostatnich 60 - 80 lat", oraz za pomocą rozmaitych kruczków prawnych udowodnił zasadność boliwijskiej inwestycji (należy tu dodać, że nie istnieje żaden las na świecie zgodny z definicją OPIC). Obecnie istnieje podejrzenie, że tak nagła zmiana priorytetów OPIC była inicjowana przez Enron, zwłaszcza, że o ówczesnym dyrektorze agencji jeden z pracowników powiedział: " nie widziałem jeszcze, żeby Mu
2002-07-26

![[Jak założyć związek zawodowy]](i/panel_jak-zalozyc-zwiazek.png)
![[Prawo pracy]](i/panel_prawo-pracy.png)
