Menu główne

Jakub Puchan

Widziane z terenu - Weryfikacja

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych od lat wystrzega się polityki w wydaniu partyjnym na rzecz działalności związkowej na poziomie zakładowych organizacji. Nikogo nie trzeba przekonywać do słuszności tego wyboru. Są jednak sytuacje, w których nie da się uniknąć polityki. Dlatego OPZZ współpracuje z lewicowymi partiami politycznymi starając się bronić interesów środowisk pracowniczych oraz bezrobotnych. Nic więc dziwnego że najbliższym współpracownikiem OPZZ w tych sprawach jest SLD.

Jesteśmy dwiema niezależnymi od siebie organizacjami. Jeżeli jednak OPZZ poważnie traktuje swoją misję związkową, to w związku z trwającą w tej partii weryfikacją członków, powinno zwrócić się z prośbą do SLD o uwzględnienie pewnego problemu. Sprawa jest bardzo poważna. W szeregach lewicowej partii znaleźli się bowiem ludzie, którzy w swych prywatnych firmach łamią prawa pracownicze i związkowe. Lista zarzutów jest długa: zwolnienia niezgodne z Kodeksem pracy, wyrzucanie osób zainteresowanych działalnością związkową, niewypłacanie żadnych świadczeń z funduszu socjalnego (czyli zagarnięcie tych pieniędzy), niewypłacanie nagrodzenia za nadgodziny...
Problem ten dotyczy głównie terenu. Tylko w województwie lubuskim liczba znanych mi nazwisk takich "biznesmenów" przekracza 20 (wielu z nich ma po kilka spraw w sądzie pracy przegranych lub trwających). Wątpliwości mogą budzić sprawy jeszcze nie rozstrzygnięte przez sąd pracy. Jednak nie spotkałem się jeszcze z sytuacją wygrania sprawy przez pracodawcę należącego do SLD.
Przerażający jest fakt, że ci ludzie często znajdują miejsce na listach wyborczych Sojuszu co stanowi osobny problem.
Sojusz Lewicy Demokratycznej powinien w czasie weryfikacji członków zadać sobie pytanie jaką motywacją kierowali się ci ludzie wstępując do partii, czy rzeczywiście ich poglądy są zgodne z programem SLD i czy w Sojuszu powinni znaleźć się osoby łamiące prawo.
Ktoś może powiedzieć, że to wewnętrzna sprawa SLD. Jednak nie do końca, ponieważ przy każdych wyborach partia ta stara się o nasze poparcie dla swej listy. Kandydaci desygnowani przez nasze związki często zbierają dużą liczbę głosów wzmacniając tym samym listę SLD. Jak jednak mają wytłumaczyć wyborcom w zakładach pracy, że ich klubowy kolega łamie Kodeks pracy i uważa pracowników za "śmieci"? Nie ma rozsądnego wytłumaczenia tego problemu.
Niejednokrotnie postawa i pomysły władz administracji pochodzących z SLD nie podobają się nam, związkowcom. Współpraca wymaga jednak kompromisu i my to rozumiemy. Nie ma jednak tolerancji dla nieuczciwych pracodawców okradających swych pracowników nie tylko z pieniędzy i godności ludzkiej niezależnie od ich legitymacji partyjnej. Dotyczy to również "rodzinnych" interesów prowadzonych przez żony "lewicowców". SLD-owska legitymacja nie może stać się przepustką do bezkarnego łamania praw pracowniczych.
Pracodawcy w Polsce muszą w zrozumieć, że związki zawodowe nie są ich wrogiem, a związkowcy zainteresowani są jak najlepszym funkcjonowaniem zakładu z korzyścią dla właściciela i pracowników. W pierwszym rzędzie powinni to zrozumieć pracodawcy będący członkami SLD.
Jak wynika z moich rozmów z innymi działaczami związkowymi problem ten w poważnym stopniu utrudnia nam pracę w terenie i pozyskiwanie nowych członków, ponieważ ludzi denerwuje nasza bierność w tej sprawie. Dobrze by było, aby odpowiednie władze OPZZ podjęły w tym zakresie stosowne działania.
Osobiście o każdym udokumentowanym (wyrokiem sądu pracy) przypadku łamania praw pracowniczych przez członka SLD zawiadamiam właściwe władze terenowe tej partii oraz biura parlamentarzystów z tego terenu. Czasami przynosi to pozytywne skutki, dlatego zachęcam do takich działań wszystkich kolegów pracujących w terenie.

2003-12-04